Denko #1 || Lato-jesień 2017

Dzisiaj denko, czyli przychodzę, żeby pokazać Wam trochę moich śmieci. Opowiem Wam trochę o rzeczach, które wypróbowałam na sobie i które w większości mogę Wam śmiało polecić.

Zużyte produkty zaprezentuję zaczynając od tych, które spodobały mi się najbardziej (między dwoma pierwszymi ogłaszam remis).

1. Antipodes Kiwi Seed Oil Eye Cream
Antipodes Kiwi Seed Oil Eye Cream

Cena: ok. 160 zł

Składniki: Aqua (water), Persea gratissima (avocado) oil, glycerin, cetearyl alcohol (coconut derived), cetearyl wheat straw glycosides, stearic acid (vegetable), glyceryl stearate, tocopherol (Vitamin E), Daucus carota sativa (carrot seed) oil, Actinidia chinensis (kiwifruit seed) oil, Borago officinalis (borage) oil, gluconolactone, sodium benzoate, calcium gluconate, Vitis vinifera (Vinanza Grape grape seed) extract

Zawsze, kiedy myślę o tym kremie, ogarnia mnie nostalgia. Jestem w nim zakochana! Jego niesamowicie bogaty skład zapewniał mojej skórze wokół oczu odpowiednią dawkę odżywienia i nawilżenia. Po około jednym miesiącu od rozpoczęcia jego używania zauważyłam, że przestał się wchłaniać tak dobrze jak na początku, dzięki czemu mogłam go aplikować w mniejszej ilości. Mimo dużej zawartości olejów, nie pozostawiał tłustego filmu i dobrze sprawdzał się pod makijażem. Dwa razy większa od przeciętnego kremu pod oczy objętość kremu (30 ml) wystarczyła mi na ponad pół roku codziennego stosowania. Miałam ogromne szczęście, że udało mi się znaleźć to cudeńko Antipodes na półce w TK Maxx, gdzie zapłaciłam zań 69 złotych. Gdyby kosztował więcej, możliwe, że nie zdecydowałabym się na jego zakup, a teraz już wiem, jak dużo dobrego by mnie wtedy ominęło.

2. Souvre Odżywka Wzmacniająca z Kolagenem Naturalnym
Souvre Odżywka Wzmacniająca

Cena: 79 zł (katalogowa)

Składniki: Aqua, Cetearyl Alcohol, Cetyl Alcohol, Glycerin, Argania Spinosa Oil, Silk Amino Acids, D-panthenol, Elastin, Laurudimonium Hydroxypropyl Hydrolized Keratin, Collagen, Caprylyl Glycol, Lactic Acid, Hexadecyltrimethylammonium Chloride, Triethanolamine, Phenoxyethanol, Benzyl Alcohol, Benzoic Acid, Parfum

Nie wiem, które już opakowanie tej odżywki zużyłam. Szóste, może siódme? Od pierwszego użycia moje włosy były wyczuwalnie gładsze i bardziej błyszczące. Od czasu do czasu zdarza mi się używać tej odżywki w komplecie z szamponem kolagenowym i naturalnym kolagenem w żelu, poddając swoje włosy i skórę głowy kuracji „Zdrowe włosy”, jednak nie jestem w tym zbyt systematyczna, jak na naczelnego leniucha przystało. O ile dość regularnie dostaję komplementy dotyczące moich włosów od znajomych i mniej znajomych i jestem do tego w miarę przyzwyczajona (cóż za skromność), tak zwrócenie uwagi na ich kondycję przez moją fryzjerkę było dla mnie niesamowitą pochwałą. Rzeczywiście, włosy mniej się łamią, są dobrze nawilżone i zdecydowanie łatwiej niż kiedyś się rozczesują. Ostatnio postanowiłam udoskonalić pielęgnację włosów, wprowadzając m. in. metodę OMO (odżywka-mycie-odżywka), w której odżywka od Souvre zagrzała sobie miejsce chyba już na stałe. Jednym z jej niewątpliwych atutów jest brak silikonów i parabenów w składzie, za to jest bogata w emolienty i humektanty. Część proteinowa odżywki, czyli kolagen, elastyna, keratyna i jedwab, odpowiada za nadawanie włosom miękkości, odbudowywanie struktury włosów i wygładzanie ich.

Jak już mówiłam, u mnie odżywka sprawdza się świetnie, a w łazience już stoi jej kolejna butelka.

3. Bielenda Multi Essence Multiwitaminowa esencja do pielęgnacji twarzy
Bielenda Multi Essence Multiwitaminowa esencja do pielęgnacji twarzy

Cena: ok. 15 zł

Składniki: Aqua (Water), Saccaromyces Ferment Filtrate, Glycerin, Niacinamide, Panthenol, Sodium Hyaluronate, Glycolic Acid, Sodium Lactate, Allantoin, Polysorbate 20, Disodium EDTA, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Sodium Dehydroacetate, Parfum (Fragrance), Butylphenyl Methylpropional, Hexyl Cinnamal, Linalool

Kolejny produkt, za którym tęsknię, odkąd się skończył i niewątpliwie kupię kolejny egzemplarz. Esencja ma specyficzną konsystencję – jest gęstsza niż woda, ale rzadsza niż żel. Producent obiecuje, że jest to produkt 4 w 1: „pielęgnuje jak krem, regeneruje jak maska, tonizuje jak tonik, oczyszcza jak mleczko”. Nie jestem fanką oczyszczania skóry twarzy produktami takimi jak płyny micelarne czy mleczka, dlatego w tej roli nigdy esencji od Bielendy nie używałam, natomiast występowała w mojej pielęgnacji codziennie jako tonik i esencja, a w przypływach lenistwa zastępowała mi krem na noc. Mogłam sobie pozwolić na rezygnację z kremu na noc dzięki temu, że aplikując esencję, zapewniałam swojej cerze wiele składników odżywczych. Jak widzicie, skład tego magicznego eliksiru obfituje w witaminy B3, B5, kwas hialuronowy i inne nawilżające substancje oraz modny w ostatnim czasie filtrat drożdżowy. Pozostałe składniki, takie jak kwas glikolowy i mleczan sodu, równoważyły pH mojej skóry i delikatnie ją złuszczały, stanowiąc element pielęgnacji przeciwtrądzikowej.

Na ten moment jako toniku używam wody różanej z Bułgarii, ale wiem na pewno, że lada dzień wrócę do mojej ukochanej esencji z Bielendy.

Mała podpowiedź: do aplikacji tego typu produktów nie używajcie wacików. Dużo ekonomiczniej i zdrowiej dla skóry (brak pocierania) będzie, jeśli odrobinę płynu wylejecie na dłoń i rozprowadzicie go po twarzy opuszkami palców, delikatnie wklepując.

4. SKIN79 Rice Bubble Cleansing Mask
SKIN79 Rice Bubble Cleansing Mask

Cena: ok. 17 zł

Składniki: Water, Glycerin, Cocamidopropyl Betaine, Dipropylene Glycol, Methyl Perfluorobutyl Ether, Sodium Cocoyl Apple Amino Acids, Hydroxyethylcellulose, Phenoxyethanol, Sodium Chloride, Ethylhexyl Glycerin, Hexylene Glycol, Disodium EDTA, Fragrance, Butylene Glycol, Ethyl Hexanediol, 1, 2-Hexanediol, Vitis Vinifiera (Grape) Fruit Extract, Solanum Melongena (Eggplant) Fruit Extract, Morus Alba Fruit Extract, Oryza Sativa (Rice) Extract, Oryza Sativa (Rice) Extract (1,000ppm), Saccharomyces/Rice Ferment Filtrate, Diospyros Kaki Fruit Extract, Camellia Sinensis Leaf Extract, Castanea Crenata (Chestnut) Shell Extract

Pierwszy raz w życiu chichotałam leżąc z maseczką na twarzy. Jestem bardzo wrażliwa na łaskotki, a podstawowym efektem działania tej maski jest właśnie łaskotanie. Po około minucie od aplikacji maska zaczyna pęcznieć, ponieważ składniki, którymi nasączony jest materiał, pienią się w kontakcie z powietrzem. Maseczka ma działać rozjaśniająco, oczyszczająco i wygładzająco. Twarz po niej wydaje się być przede wszystkim oczyszczona, z czego będą zadowolone osoby z tłustą cerą. Przy nadwrażliwościach lub przesuszeniach nie sprawdzi się za dobrze, nie działając na skórę nawilżająco. Według mnie jest to bardziej ciekawostka niż kosmetyk, który powinien znaleźć się w każdym planie pielęgnacji. Dobry wybór, kiedy potrzebujemy pomiziania po twarzy.

5. Biochemia Urody Puder bambusowy anty-UV
Biochemia Urody Puder bambusowy anty-UV

Cena: 18,95 zł

Składniki: puder bambusowy, puder jedwabny, tlenek cynku mikronizowany

Ten produkt nie porwał mnie jakoś szczególnie. Owszem, matuje, ale niewystarczająco, przynajmniej w stosunku do moich potrzeb. Mój nos zaczyna się świecić jak żarówka po ok. 3 godzinach od wykonania makijażu, a nie tego spodziewałam się po takim produkcie. Nie twierdzę, że jest to zły puder. Ma świetny minimalistyczny skład, a wartość dodaną stanowi namiastka DIY, którego doświadczamy, mieszając bagietką trzy proszki w jednym pudełeczku. Jak to stwierdziła ostatnio kosmetyczka, u której byłam, mój nos jest jak przyklejony od kogoś innego, stąd pewnie moje problemy i wieczne poszukiwania matu. Mam jednak zastrzeżenia również do stopnia zmielenia pudru. Nie jest tak miałki, jak np. Maybelline Master Fix, co sprawia, że twarz wygląda trochę jakbyśmy się posypały pyłem wytrzepanym z suchej gąbki spod tablicy w szkole.

Nie mówię tak, nie mówię nie. Mam w zapasie inny puder z Biochemii Urody, może sięgnę po niego w sytuacji alarmowej.

 

Miałyście do czynienia z którymś z przedstawionych przeze mnie produktów? Zgadzacie się z moją opinią czy niekoniecznie? Dajcie znać w komentarzach 🙂