Moja pielęgnacja: krem na dzień || Evrēe Pure Neroli

Od dwóch miesięcy każdego poranka wita mnie zapach kwiatów gorzkiej pomarańczy. Niestety, nie oznacza to, że wakacje spędziłam w słonecznej Hiszpanii. Wrażeń zmysłowych dostarcza mi krem Evrēe Pure Neroli, mający za zadanie utrzymywać w ryzach moją przetłuszczającą się cerę.

O linii Pure Neroli dowiedziałam przypadkiem, gdy w Hebe szukałam nowego kremu pod oczy Evrēe Dragon Blood (którego zresztą nie znalazłam). Krem normalizujący wydawał się być sensownym wyborem na okres wakacyjny, więc bez dłuższego namysłu wrzuciłam go do koszyka.

Pomarańczowe cztery w jednym

Producent obiecuje, że krem zatroszczy się o skórę dotkniętą trądzikiem, naczynkową, przetłuszczającą się i przesuszoną. Brzmi świetnie, niczym krem idealny. Jaki jest naprawdę? Miałam okazję sprawdzić go naprawdę rzetelnie, nie malując się przez większość wakacji. Nie nakładałam na twarz podkładu, ani jej nie pudrowałam. Rzeczywiście, krem działał matująco, ale tylko przez parę godzin po aplikacji. Po około 3-4 godzinach zauważałam na swoim nosie pierwsze tłuste plamki. Czy dałby sobie radę ze skórą przesuszoną? Wątpię. Mimo że moja taka nie jest, podczas porannej aplikacji kremu zdarzało się, że czułam mrowienie. Jestem pewna, że wynika to z nadwrażliwości spowodowanej używaniem na noc kremu Bandi z kwasem migdałowym. Nie zmienia to jednak faktu, że krem polecany cerze przesuszonej, powinien działać kojąco. Ten tego nie robi.

Jeśli chodzi o naczynka, niewiele mogę na ten temat powiedzieć. Mogę natomiast stwierdzić, że krem Evrēe Pure Neroli nie walczy z trądzikiem. Co prawda, nie oczekiwałam tego od niego – moim głównym wymaganiem było to, aby minimalizował przetłuszczanie się cery – jednak, skoro obiecuje to producent, mamy prawo tego wymagać.

krem evree pure neroli

Żel-krem w sam raz na upalne dni

Konsystencja kremu sprawia, że jest on bardzo wydajny. Używam go od dwóch miesięcy, a wciąż, w większości przypadków, wyciskam go z tubki za dużo. Do tej pory zużyłam ok. 2/3 produktu, czyli prawdopodobnie starczy mi na kolejny miesiąc. Aplikacja kremu jest bardzo przyjemna. Poza wspomnianym już przeze mnie mocno cytrusowym zapachem, kosmetyk daje przyjemne uczucie rześkości na skórze. Całkiem szybko się wchłania, zostawiając na twarzy delikatnie lepki, aksamitny film, stanowiący dobrą bazę pod makijaż.

krem evree pure neroli
Krem o lekkiej żelowej konsystencji

Składniki:

Aqua/Water, Butylene Glycol, Barosma Betulina Leaf Extract, Hydroxyethyl Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, Glycerin, Methyl Methacrylate Crosspolymer, Citrus Aurantium Amara (Bitter Orange) Flower Extract, Crambe Abyssinica (Abyssinian) Seed Oil, Niacinamide, Urea, Isopropyl Isostearate, Isohexadecane, Methylpropanediol, Caprylyl Glycol, Propylene Glycol, Viola Tricolor Extract, Malva Sylvestris (Wild Mallows) Extract, Arctium Lappa (Burdock) Leaf Extract*, Sambucus Nigra (Black Elderberry) Flower Extract*, Panthenol, Allantoin, Lactic Acid, Phenoxyethanol, PEG-8 Tocopherol, Ascorbyl Palmitate, Ascorbic Acid, Citric Acid, Disodium EDTA, Parfum, Citral, Linalool, Limonene

Jeśli chodzi o skład produktu, na pierwszy rzut oka nie ma do czego się przyczepić. Po głębszej analizie można zauważyć kilka słabszych punktów. Mnie najbardziej niepokoi obecność fenoksyetanolu i disodium EDTA. Są to składniki, których należy w kosmetykach unikać, niestety, znajdziemy je w większości produktów. Poza tym, kontrowersyjny jest też izostearynian izopropylu, który może wykazywać działanie komedogenne. Trochę kłóci mi się to z obietnicą pozytywnego działania na cerę trądzikową, za to tłumaczy, czemu w tej kwestii nie zauważyłam do tej pory żadnych zmian, które mogłabym temu kremowi zawdzięczać.

Zdaję sobie sprawę z tego, że wszystko to, co napisałam, nie świadczy o tym produkcie najlepiej. Ja jednak nie mam o nim złego zdania. Owszem, nie spełnia za bardzo obietnic producenta i na pewno nie mogę nazwać go swoim ulubieńcem. Jest zwykłym przeciętniakiem dla osób, których cery nie wymagają zbyt dużo uwagi. Nie jest to krem, który mogłabym Wam polecić, ale nie zamierzam też odradzać jego zakupu, szczególnie biorąc pod uwagę jego cenę, która w sklepach internetowych nie przekracza dziesięciu złotych.

Co myślicie o tym produkcie? Skusiłybyście się? Dajcie znać.

Buziaki,

Ada