Gąbka konjac do mycia twarzy z białą glinką || Missha Natural Soft Jelly Cleansing Puff White Clay

„Ada, chcesz coś z Cocolity?”. Oczywiście, że niczego nie potrzebowałam, ale nie potrafię przejść obojętnie obok propozycji zamówienia nowego kosmetycznego gadżetu. W ten sposób w moje ręce wpadła gąbka konjac z białą glinką koreańskiej marki Missha.

O istnieniu gąbek konjac wiedziałam już od jakiegoś czasu za sprawą Czarszki, którą namiętnie śledzę na YouTube, czasem też widywałam te produkty w TK Maxx, nigdy wcześniej jednak nie zdecydowałam się na zakup tego dziwadła. A raczej dziwidła – tak nazywa się gatunek rośliny Amorphophallus konjac, z której gąbki konjac są produkowane. Co ciekawe, są one w 100% naturalne, wytwarzane z włókien, korzeni i mączki z wymienionej byliny, i wypiekane w piecach. Dzięki procesowi wypiekania nie musimy się martwić, że dodatkowe składniki, jak np. glinki, wypłuczą się wraz z upływem czasu. Oznacza to, że gąbki przez cały okres swojej żywotności (szacunkowo ok. 3 miesięcy) zachowują te same właściwości.

Na polskiej stronie producenta mojej gąbki nie znajdujemy na jej temat wielu informacji.

„Naturalna myjka z Konjacu zawierająca białą glinkę pomaga oczyścić Twoje ciało. Delikatna i nawilżona skóra bez podrażnień. 90% naturalnego Konjacu, 10% białej glinki. Pomaga nawilżyć skórę. Białe błoto ma działanie oczyszczające. Konjac delikatnie usuwa martwy naskórek.” [www.missha.pl]

Gąbka przyszła do mnie w plastikowym, transparentnym opakowaniu zadrukowanym logo Misshy. Co mnie zdziwiło, to konsystencja produktu. Spodziewałam się czegoś podobnego do pumeksu – twardego jak kamień, porowatego przedmiotu na sznurku. Gąbka była jednak mięciutka, nasączona jakimś płynem, z którym nie do końca wiedziałam, co mam zrobić. Wypłukać go czy może użyć gąbki bezpośrednio z opakowania? Wybrałam opcję po środku i delikatnie zwilżyłam ją ciepłą wodą, żeby nie fundować swojej twarzy szoku termicznego (dzień był zimny, a gąbka dopiero co do mnie dotarła).

Co sądzę o tym produkcie? Mimo że nie jest to coś niezbędnego w codziennej pielęgnacji, odkąd używam gąbki konjac, nie wyobrażam sobie bez niej życia z powodu niezwykle błahego – mycie nią twarzy jest niesamowicie przyjemne! Dzięki temu, że moje poranne i wieczorne oczyszczanie twarzy jest urozmaicone tym gadżetem, poświęcam tej czynności dużo więcej czasu i mam wrażenie, że robię to dużo staranniej, niż gdy myłam twarz dłońmi. Przy okazji zwracam też większą uwagę na szyję, którą, chyba z lenistwa, traktowałam do tej pory trochę po macoszemu. Ale dlaczego miałaby nie doznać rozkoszy masażu gąbeczką? Teraz mycie skóry szyi, zajmuje mi co najmniej ¼ całego czasu, jaki poświęcam na oczyszczanie.

Z pewnością na wydłużonym myciu skorzysta moja skóra, która ma tendencje do zapychania się. Na podstawie mojego kilkutygodniowego doświadczenia z produktem Misshy mogę potwierdzić, że jego działanie złuszczające rzeczywiście jest, mimo dużej skuteczności, bardzo delikatne i nieinwazyjne. Gąbka sprawdziła się nawet dzień po wizycie u kosmetyczki, gdzie miałam robiony mocny peeling połączony z manualnym oczyszczaniem twarzy, co zaowocowało oczywiście strupkami i obfitym łuszczeniem się skóry całej twarzy. Po myciu moja skóra jest wyczuwalnie gładsza, nie ma na niej żadnych zaczerwienień ani podrażnień.

Jak używam gąbeczki konjac? Włączyłam ją do porannego i wieczornego oczyszczania żelem do mycia twarzy firmy Souvre. Rano solo, wieczorem po zmyciu makijażu pomarańczowym olejkiem do mycia z Biochemii Urody. Poza wymienionymi zaletami, gąbeczka pozwala też zaoszczędzić na produktach do mycia – dzięki ich spienianiu powoduje, że wystarczy ich aplikować o ok. połowę mniej niż przy klasycznym myciu twarzy dłońmi. Bardzo dobrym rozwiązaniem ze strony producenta jest przeciągnięcie przez gąbkę sznureczka, na którym możemy ją zawiesić, dzięki czemu woda może z niej równomiernie odparowywać, co zmniejsza ryzyko jej zapleśnienia.

Jedynym „problemem”, jaki mam z tą gąbką jest trudność wypłukania z niej produktu, co jest poniekąd ceną jego intensywnego spieniania. Według mnie nie jest to jednak wada, a jedynie cecha gąbki. W związku z tym, że używam gąbki konjac dwa razy w ciągu dnia, nie nadążam z jej suszeniem. Wydaje mi się, że może to sprawiać, że używanie jej nie jest aż tak higieniczne, jak gdyby miała szansę wyschnąć do końca. Kiedy już rozpocznie się sezon grzewczy, spróbuję z wieszaniem jej przy kaloryferze – to powinno rozwiązać tę kwestię.

Chociaż nie zauważyłam, żeby gąbka niszczyła nieliczne ropne krostki występujące na mojej twarzy (obok całej armii zaskórników zamkniętych), nie poleciłabym jej raczej osobom z trądzikiem młodzieńczym z licznymi stanami zapalnymi, gdyż mechaniczne złuszczanie naskórka może w takich przypadkach przyczyniać się do roznoszenia bakterii i pogarszania stanu cery. Poza tym wyjątkiem, polecam gąbkę konjac wszystkim, szczególnie osobom, które uważają, że ich rytuał oczyszczający jest niewystarczający. Gdybym teraz straciła moją gąbkę i musiała ponownie myć twarz tylko dłońmi, czułabym się brudna.

Moja ocena – 5+

Z pewnością kupię gąbkę konjac ponownie, gdy obecna się zużyje i, oczywiście, dam Wam znać, po jakim czasie to nastąpi. Tymczasem podzielcie się ze mną w komentarzach swoimi doświadczeniami z produktami tego typu. A może miałyście styczność z kosmetykami marki Missha i możecie mi coś polecić? Słyszałam co nieco dobrego o ich kremach BB, ale chętnie przeczytam Wasze opinie.