Lepszy niż Better Than Sex? || Nowy tusz do rzęs L’Oréal Paradise Extatic

Gdybym miała minutę na pomalowanie się i natychmiast musiałabym wyjść z domu, jedynym kosmetykiem, którego bym wtedy użyła, byłby tusz do rzęs. Makijaż ma podkreślać nasze atuty i maskować ewentualne niedoskonałości, a ja od zawsze za swój atut uważałam duże niebieskie oczy. W związku z tym, że moja oprawa oka jest dość jasna, zaaplikowanie na rzęsy tuszu robi w moim przypadku ogromną różnicę. Bez tego kroku w codziennym makijażu czułabym się dużo mniej pewnie, jakbym była nie do końca ubrana.

L’Oréal Paradise Extatic vs cała reszta

W związku z powyższym, dobór odpowiedniego tuszu do rzęs zawsze był dla mnie kwestią kluczową. Kiedyś byłam wierna maskarze od MaxFactor o kuszącej nazwie False Lash Effect z silikonową szczoteczką, później romansowałam z różnymi odsłonami maskar Volume Million Lashes od L’Oréal. Tym razem moją uwagę zwrócił tusz L’Oréal Paradise Extatic (na rynku amerykańskim i kanadyjskim znany pod nazwą L’Oréal Voluminous Lash Paradise), który na zagranicznym YouTube od paru miesięcy święci triumfy, a w Polsce dopiero co trafił na półki drogeryjne.

W czym się kryje ten fenomen, co go wyróżnia? Dość przewrotnie, L’Oréal Paradise Extatic bardzo przypomina kultowy już na całym świecie tusz Too Faced Better Than Sex i właśnie „inspiracja” zaczerpnięta z tego popularnego produktu spowodowała, że tyle osób się nim zainteresowało. Podobieństwo jest ogromne. Zaczynając od niemal identycznego opakowania w modnym ostatnio kolorze rose gold, poprzez szczoteczkę w kształcie klepsydry, na efekcie kończąc. Nie mogę porównać tych dwóch produktów bazując na własnym doświadczeniu, gdyż z maskarą Too Faced nigdy nie miałam do czynienia, natomiast na wielu kanałach urodowych na YouTube powtarza się względem niej jeden duży zarzut – po paru godzinach od aplikacji formuła kruszy się i zaczyna osypywać na policzki, tworząc znienawidzony efekt pandy.

Na szczęście, w przypadku nowości od L’Oréal nie musimy obawiać się nadmiernego osypywania się produktu. Dwie lub trzy kropeczki, które można z łatwością usunąć spod oczu, nie stanowią dla mnie dużego problemu, szczególnie, że mało która maskara nam tego nie zrobi. Jest to naprawdę niewielka cena za spektakularny efekt, który osiągamy z pomocą tego tuszu. L’Oréal Paradise Extatic nie wydłuża rzęs w dużym stopniu, natomiast świetnie je unosi i podkręca, a przede wszystkim niesamowicie pogrubia.

Od teorii do praktyki

Formuła tuszu nie jest bardzo mokra, dzięki czemu już przy pierwszym użyciu produkt pokazuje co potrafi, a potrafi naprawdę dużo. Za każdym razem, gdy po niego sięgam, ogarnia mnie to samo zdumienie – nigdy nie miałam tuszu, który z taką łatwością dawałby mi efekt gęstych, niemal sztucznych rzęs, bez konieczności nakładania miliona warstw i bez tworzenia tzw. „pajęczych nóżek”. Owszem, gęsta formuła tuszu nieznacznie skleja rzęsy, co może odstraszać zwolenniczki totalnego rozdzielenia włosków, natomiast ja nie uważam tego za wadę, szczególnie, że już kształt szczoteczki zapowiada, czego możemy się po tym produkcie spodziewać i na pewno nie będzie to równy rządek długich włosków.

Moje rzęsy przed i po aplikacji maskary L’Oréal Paradise Extatic

Gdy wyciągamy szczoteczkę z opakowania, cała jest wręcz oblepiona tuszem, który „zwisa” również z jej końcówki. W związku z tym, jednorazowo aplikujemy na rzęsy pokaźną porcję produktu, a część zwyczajnie marnujemy. Przecież gdy zdejmujemy nadmiar tuszu, ocierając aplikator o szyjkę buteleczki, nie jesteśmy w stanie wszystkiego wprowadzić z powrotem do opakowania, a pozostający na wierzchu produkt zasycha. Nie jest to cecha znacznie odróżniająca tę maskarę od innych, jednak w połączeniu z jej niewielką pojemnością, może to być dość denerwujące.

Szczoteczka maskary L’Oréal Paradise Extatic po wyjęciu z opakowania

6,4 ml to o ok. 30% mniej produktu niż w standardowych pojemnościach tuszów do rzęs! Dla przykładu, inna maskara marki L’Oréal, Volume Million Lashes So Couture ma pojemność o 3 ml większą, a na Cocolicie, gdzie kupiłam Paradise Extatic, ich ceny różnią się o dwa złote, na korzyść tej pierwszej. Myślę, że warto zwrócić uwagę na ten aspekt, szczególnie jeśli nasz budżet, który przeznaczamy na kosmetyki, jest ograniczony i zależy nam na efektywnym wydawaniu pieniędzy. Mała pojemność w połączeniu z niezbyt mokrą formułą tuszu może skutkować tym, że szybciej, niż byśmy się tego spodziewały, będziemy zmuszone ponownie wybrać się na zakupy.

Kolejną cechą tego tuszu, związaną z jego bogatą formułą i tym jak oblepia rzęsy, jest to, że może się okazać dość oporny na zmywanie. Mój olejek myjący z Biochemii Urody nie zawsze daje sobie radę ze zmyciem go w całości, udaje się to dopiero w drugim etapie mycia, gdy delikatnie przemywam oczy gąbeczką konjac z żelem do mycia twarzy. Podejrzewam, że niejeden płyn micelarny mógłby mieć z nim problem.

Podsumowując, tusz do rzęs L’Oréal Paradise Extatic ujął mnie efektem, który mogę nim stworzyć bez wielkiego wysiłku, jednak gdy weźmiemy pod uwagę dość wysoką cenę w stosunku do tego, ile tego tuszu dostajemy w opakowaniu, początkowy entuzjazm może trochę osłabnąć. Ode mnie ocena 4-.

Dajcie znać, czy miałyście już okazję przetestować ten produkt i jak Wasze wrażenia. A może znacie inną maskarę dającą podobny efekt? Czekam na opinie i polecenia w komentarzach.