Kupiłam kota w worku! || Kremy pod oczy Mincer Pharma

Zawsze mi się wydawało, że jestem w miarę odporna na marketingowe triki, które firmy wykorzystują w celu zwabienia klientów. Jak mówi klasyk, „nic bardziej mylnego”! Tym razem padłam ofiarą marki Mincer Pharma.

Apteczne = dobre (?)

Jestem niemal pewna, że każda z nas chociaż raz w życiu dała się nabrać na dobrze kojarzące się nazwy marek lub opakowania produktów. „Eco”, „bio”, „natura”, „pharma”, „dermo”, „pure” w nazwach, a pudełka opatrzone w odpowiadającą im szatę graficzną – listki, kwiatki lub ascetyczna, aptekarska biel. Kto jest temu winny? Konsumenci zafiksowani na konkretne trendy czy marketingowcy, bezwzględnie tę fiksację wykorzystujący? Trudno wyrokować… Wiem natomiast, że mimo mojej znajomości tego typu zagrywek, decydując się na zakup produktu Mincer Pharmy, myślałam jak typowy konsument (czyli tak, jak marka tego ode mnie oczekiwała).

Zielony, kolor nadziei

Dlaczego kupiłam krem pod oczy Mincer Pharma Oxygen Detox? Pilnie szukałam produktu, który poradzi sobie z moimi cieniami pod oczami i zapobiegnie starzeniu się skóry w tej delikatnej okolicy. W końcu mieszkam w dużym mieście, detoks się przyda ;). Szybki rzut oka na skład – wydawał się być w porządku. Może nie supernaturalny, ale w porządku.

Składniki:

Aqua/Water, Cetearyl Alcohol, Ceteareth-20, Glycerin, Biosaccharide Gum-1, Isostearyl Isostearate, Ricinus Communis Seed Oil, Hydrogenated Castor Oil, Copernicia Cerifera Cera, Lauryl Olivate, Pleurotus Ostreatus Extract, Altodextrin, Lolium Perenne Flower Extract*, Gluconolactone, Sodium Benzoate, Calcium Gluconate, Pentaerythrityl Distearate, Pentaerythrityl Tetraisostearate, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Hydrolyzed Wheat (Triticum Vulgare) Germ Extract, Saccharomyces Cerevisiae Extract, Sodium Hyaluronate, Methylpropanediol, Niacinamide, Troxerutin, Tocopherol (Mixed), Beta-Sitosterol, Squalene, Ascorbyl Palmitate, Lecithin, Propylene Glycol, Hydrogenated Vegetableglycerides Citrate, Phenoxyethanol, Caprylyl Glycol, Allantoin, Disodium EDTA

W poręcznej tubce z tworzywa sztucznego znajdujemy trochę nawilżaczy, emolientów, parę ekstraktów i witamin. Samo opakowanie uważam za trafione. Tubka zakończona długim dziubkiem lepiej zabezpiecza zawartość przed zanieczyszczeniami, niż np. zwyczajny słoiczek. Miękkie tworzywo pozwoliło mi na wydobycie z opakowania ostatnich resztek produktu, dzięki czemu nic się nie zmarnowało.

No dobra, ale o co chodzi z tym kotem w worku? No cóż, krem, który, według producenta, miał niwelować zasinienia i nadawać blask mojemu spojrzeniu, nie robił nic. Zasinienia zostały tam, gdzie były, a tego poetyckiego blasku ani razu nie uświadczyłam. Czy miał jakieś plusy? Owszem, szybko się wchłaniał i nie kłócił się z makijażem (chociaż w całej mojej historii pielęgnacyjnej żaden z kremów pod oczy nie miał problemów we współpracy z makijażem, więc czy to taki duży plus?).

Podejście drugie

Najwyraźniej pierwszy krem od Mincer Pharma nie zalazł mi za skórę aż tak, aby zniechęcić mnie do całej marki. Po zużyciu go, znów potrzebowałam kremu pod oczy, a mój wybór padł na… Mincer Pharmę! Nie ukrywam, sporą zasługę w tym miała promocja na eZebra, w której przy zakupie ich produktów można było dostać za darmo rajstopy Gatta :D. Tym razem wybrałam krem z serii Vita C Infusion, licząc na to, że witamina C lepiej poradzi sobie z tymi nieszczęsnymi cieniami.

mincer pharma krem pod oczy
Mincer Pharma: Oxygen Detox Illuminating Eye and Eyelid Cream; Vita C Infusion Brightening Eye Cream

Opakowanie niemal identyczne, 15 ml kremu starcza na kilka dobrych miesięcy stosowania. Spojrzenie na skład i przechodzimy do werdyktu.

Składniki:

Aqua/Water, Cetearyl Alcohol, Ceteareth-20, Isostearyl Isostearate, Caprylic/Capric Triglyceride, Isopropyl Myristate, Ricinus Communis Seed Oil, Hydrogenated Castor Oil, Copernicia Cerifera Cera, Glycerin, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Synthetic Fluorphlogopite, Titanium Dioxide, Tin Oxide, Dimethicone, Mangifera Indica Seed Butter, Pentaerythrityl Distearate, Triethyl Citrate, Caprylyl Glycol, Benzoic Acid, Tocopherol (Mixed), Beta-Sitosterol, Squalene, Ascorbyl Palmitate, Lecithin, Propylene Glycol, Hydrogenated Vegetable Glycerides Citrate, Hippophae Rhamnoides Oil, Helianthus Annuus Seed Oil, Rosmarinus Officinalis Leaf Extract, Propanediol, Myrciaria Dubia Fruit Extract, Urea, Sodium Polyacrylate, Disodium EDTA, Allantoin, Panthenol, Citrus Limon Peel Oil, Citral, Limonene, Linalool, Parfum, Benzyl Salicylate

W składzie tego kremu znajduje się więcej natłuszczaczy i nawilżaczy, jest też silikon nadający skórze gładkości (dobry jako baza pod makijaż). O ile poprzedni nie pachniał niczym, tak w tym wyczuwalna jest delikatna woń cytrusów (szkoda, że nie do końca naturalna). Mimo różnic w składzie, działanie kremu było identyczne – czyli żadne! Nie zauważyłam ani natychmiastowego nawilżenia, ani rozjaśnienia skóry pod oczami. Tym razem nie miałam już nawet ochoty zużyć produktu do końca. Wychodzę z założenia, że produkty do pielęgnacji powinny poprawiać stan mojej skóry i sprawiać mi przyjemność podczas ich stosowania. Skoro ten krem nie spełniał żadnego z tych warunków, postanowiłam się dłużej nie męczyć i rzucić go na dno szuflady.

Na ten moment wątpię, żebym podjęła kolejną próbę testowania produktów marki Mincer Pharma. Sama się sobie dziwię, że dałam im drugą szansę i jestem prawie pewna, że zrobiłam to właśnie przez wzgląd na ich „apteczny” wizerunek… Jeśli macie ochotę, zapraszam do lektury innego posta, w którym zrecenzowałam krem pod oczy marki Bandi. Obecnie jestem w trakcie testów kremu z Nacomi i już nie mogę się doczekać, by móc podzielić się z Wami moimi spostrzeżeniami.

Tymczasem dajcie mi znać, czy też macie na koncie takie zakupowe „wtopy”. Jestem ciekawa, jak dużą wagę przykładacie do podejmowania świadomych decyzji konsumenckich. A może są konkretne marki, niekoniecznie kosmetyczne, które wyjątkowo zalazły Wam za skórę właśnie za tym podobne zabiegi marketingowe?

Czekam na Wasze komentarze.