Moje grzechy urodowe || Nie róbcie tego w domu!

Każdej z nas zdarzają się gorsze momenty w życiu, kiedy zmęczenie lub lenistwo zmuszają nas do pójścia na urodowe skróty. W dzisiejszym poście poznacie moje grzeszki, które sabotują efekty starannej pielęgnacji.

Jak już pewnie wiecie, od lat borykam się z problemem trądziku i przetłuszczającej się strefy T na mojej twarzy. Cera o takich przypadłościach wymaga specjalnego traktowania, a czasem i tak zachowuje się jak księżniczka i strzela focha. Ja, oczywiście, nie pozostaję jej dłużna.

Wyciskanie zaskórników

Wkurzona? Wyciśnij pryszcza. Zmęczona? Wyciśnij pryszcza. Znudzona? Wyciśnij pryszcza. Znacie ten scenariusz? Ja znam go aż za dobrze. Wbrew pozorom, dawno już minęły czasy, gdy moja twarz była usiana niedoskonałościami widocznymi z odległości kilometra. Co więcej, zdarzają się dni, gdy patrzę w lustro i mówię „wow, ale piękna cera!”. Najczęściej jednak wieczorem tego samego dnia, zanim wejdę do wanny, staję przed lustrem i, milimetr po milimetrze, wyszukuję na swojej twarzy niewidocznych na pierwszy rzut oka niedoskonałości. Wiecie, co dzieje się, gdy próbujemy wycisnąć z naszej skóry coś, co wcale nie zamierzało z niej wychodzić? W miejscu maleńkiej grudki powstaje rana o średnicy centymetra, której przez kolejne parę dni nie jesteśmy w stanie zakryć najlepszym korektorem. Nie polecam!

Brak konsekwencji w pielęgnacji

Tutaj nie mam konkretnego przykładu – mam całą masę przykładów!

Na pewno słyszałyście o pozytywnych efektach szczotkowania ciała na sucho. Wspomaga krążenie i oczyszczanie organizmu z toksyn, ujędrnia skórę i zapobiega wrastaniu włosków po depilacji. Całkiem niezłe działanie za niewielką cenę i przy minimalnym wysiłku. Co Ada na to? Mimo że szczotka wisi obok mojego szlafroka, używam jej od wielkiego dzwonu, maksymalnie parę razy w miesiącu. Żałuję, ale ciężko mi się do tego zmusić.

Jeśli chodzi o pielęgnację paznokci, jestem noga. Odkąd pamiętam, moje paznokcie były bardzo delikatne, często się rozdwajały i łamały, dlatego nigdy nie miałam okazji, żeby wyrobić sobie nawyk ich pielęgnacji i upiększania. Najczęściej obcinałam je na krótko i więcej ich nie dotykałam. Ostatnimi czasy jest lepiej, w związku z czym zdarza mi się nosić manicure hybrydowy. Uwielbiam go, jako rozwiązanie dla leniuchów. Gorzej jest, gdy hybrydę zdejmę i noszę paznokcie w wersji saute. Usuwanie skórek? Na co to komu. Ostatnio nieźle się zawstydziłam, gdy przyszłam do koleżanki na manicure japoński. Zachowała się bardzo profesjonalnie, ale widziałam, że ilość skórek zarastających moje paznokcie nieźle ją zdumiała.

Cóż poza tym? O peelingu mechanicznym pamiętam raz na kilka tygodni, mimo posiadania depilatora zdarza mi się ogolić nogi zwykłą maszynką, a o gładkość swoich stóp zaczynam dbać chwilę przed wakacjami. Lenistwo i odkładanie rzeczy na później wygrywają ze mną w tych przypadkach notorycznie.

Brak nawadniania organizmu

Wszyscy dobrze wiedzą, że dorosły człowiek powinien w umiarkowanych warunkach atmosferycznych pić około dwóch litrów wody dziennie, a w dni upalne lub wyjątkowo mroźne, nawet trzy. Woda pozwala naszemu organizmowi na normalne funkcjonowanie. Picie jej w zalecanych ilościach korzystnie wpływa na naszą skórę, włosy, paznokcie. Głupio mi się przyznać, ale bywają dni, kiedy wypijam jedną szklankę wody przez cały dzień. Często jest tak, że większą część przyjmowanych przeze mnie płynów stanowi kawa, która przecież dodatkowo organizm odwadnia. Nie lubię wmuszać w siebie wody z samego rana, na uczelnię jej ze sobą nie zabieram, a wieczorem, gdy zaczyna mnie porządnie suszyć, wypijam 2-3 szklanki pod rząd. Zdrowo, nie ma co.

Niemycie pędzli i gąbek do makijażu

Żeby nie było – to nie tak, że ja ich nie myję wcale. W najgorszym wypadku robię to raz w tygodniu, ale i tak wydaje mi się, że to za rzadko. Najczęściej planowane mycie akcesoriów do makijażu nie wypala przez pośpiech. Rano pędzę na zajęcia, a po południu już nie opłaca się za to brać, bo pędzle nie zdążą wyschnąć przez noc i zamiast pięknie roztartego konturu na policzkach, będę miała brązowe plamy. Ostatnio się wycwaniłam i kupiłam w aptece internetowej litr Skinseptu, którym spryskuję pędzle po wykonaniu makijażu. Dzięki temu czuję się trochę bezpieczniej, malując się kolejnego dnia nie do końca świeżymi akcesoriami. Sumienie wyciszone.

Spanie w makijażu

Zdarza mi się to bardzo rzadko i nienawidzę tego robić. Nawet po najbardziej zakrapianej imprezie znajdę drogę do łazienki, żeby zmyć z twarzy resztki minionego dnia. Jednak na początku tego tygodnia wydarzyła się rzecz straszna. Zmarznięta i zmęczona, późnym wieczorem oglądałam na telefonie stand-up, leżąc pod kołdrą jeszcze w całym rynsztunku. Mimo że program nie był zły, trochę mi się przysnęło. Postanowiłam umyć się i po bożemu położyć spać, ale, jak często się to wieczorami zdarza, ktoś inny okupował łazienkę. Niestety, poległam. Obudził mnie znany mi dźwięk budzika. Tak, miałam na sobie makijaż ponad 24 godziny i spałam w ubraniach, biżuterii i zegarku, co więcej, przy zapalonym świetle. Dawno tak szybko nie wystrzeliłam z łóżka, żeby umyć twarz i nałożyć na nią oczyszczającą maseczkę. Myślę, że udało mi się wyjść z tego obronną ręką, bo nie wysypało mnie po tej cudownej nocy, ale niesmak pozostał. Nie róbcie tego w domu (ani nigdzie indziej)!

Jak to u Was wygląda? Też macie coś na sumieniu? Mam nadzieję, że chociaż raz podczas czytania tego wpisu chciałyście przybić ze mną wirtualną piątkę. Nie chciałabym, żeby się okazało, że tylko mnie zdarza się być takim lamusem. Czekam na Wasze komentarze.

Przy okazji zapraszam Was też na moją stronę na Facebooku, gdzie przez ostatnią dobę można wziąć udział w rozdaniu kosmetyków! Trzymam kciuki.