Peeling ziołowy Jadwiga || Polski sposób na gładką cerę

Zdarza się, że w walce z trądzikiem wszystko zawodzi. Lata wizyt u dermatologów, wyniszczające cerę i organizm kuracje, tysiące wydane na specjalistyczną pielęgnację, a wszystko, co się zmienia, to ewentualne położenie wyprysków. Chociaż jestem mało odporna na ból, zdecydowałam się zaatakować moją cerę z wysokiego C.

Pod koniec października tego roku postanowiłam wybrać się do Studia Kosmetycznego Ametyst w Olsztynie i poddać się zabiegowi głębokiego oczyszczania skóry peelingiem ziołowym Jadwiga.

Polski peeling ziołowy Jadwiga

Produkt, którym została potraktowana moja twarz, to specjalna ziołowa mieszanka skomponowana i opatentowana przez mgr Jadwigę Użyczyn. Ma on za zadanie intensywnie złuszczyć naskórek, pozytywnie wpływając na procesy jego odnowy. Zabieg pomaga złagodzić trądzik, spłycić zmarszczki, usunąć przebarwienia. Skóra staje się bardziej matowa i rozjaśniona.

Jadwiga w akcji

To była krótka piłka. Po przygotowaniu cery do zabiegu, nadszedł czas na atak i tu pani Lucyna była bezlitosna. Wcieranie papki ziołowej w skórę, bo na tym polega główna część oczyszczania, trwało około 5-8 minut, ale na psychice zostawiło trwały ślad. Można pomyśleć, że to nic takiego – ot, zwykły peeling. Nic bardziej mylnego ;). Zaciskanie zębów i pięści na niewiele się zdało. Przez tę krótką chwilę czułam się, jakby wmasowywano mi w twarz pokruszone szkło. Największy ból odczuwałam na żuchwie, gdzie skóra jest najdelikatniejsza. Niestety, w moim przypadku to także najbardziej zanieczyszczone miejsce, w związku z czym potrzebowało dużo więcej uwagi, niż reszta twarzy. Chociaż sam peeling trwał stosunkowo krótko, na łóżku w gabinecie spędziłam ponad godzinę. Zabieg został zakończony położeniem na moją twarz łagodzącego kompresu. Przed samym wyjściem pani Lucyna zaaplikowała mi na twarz tzw. cover, gdyż planowałam tego dnia wybrać się na zakupy i postraszyć trochę przechodniów.

Dosłownie postraszyć, bo wyglądałam jak poparzona. Założenie czapki i szalika okazało się nie być dobrym pomysłem, bo każdy najmniejszy dotyk odczuwałam jak wbijanie igieł w skórę. Z mierzenia ubrań w galerii też szybko zrezygnowałam, bo wyjątkowo ciężko jest nie dotykać przy tym twarzy.

Wieczorem po zabiegu – wyglądam na trochę przestraszoną, bo i nie czułam się zbyt dobrze. Mój organizm był w szoku i delikatnie się trzęsłam.
Kolejne dni

Wybrałam sobie jeden z lepszych terminów w roku, jeśli chodzi o wykonanie tak inwazyjnego zabiegu. Drugi dzień po peelingu wypadł we Wszystkich Świętych. Z moją nieprzykrytą podkładem twarzą (zabronione jest nawilżanie i nakładanie makijażu przez kilka dni po złuszczaniu) wyglądałam, jakbym mocno przesadziła z opalaniem – skóra, która wcześniej była purpurowa, zaczęła się robić czerwono-pomarańczowa i nadal była bardzo wrażliwa na dotyk.

Trzeciego dnia zaczęła się niezła wylinka. Chwilami wyglądałam jakby wyrosła mi siwa broda, co zapewniło mi całą masę frajdy. Co prawda nie powinnam była na siłę zrywać schodzącej skóry, żeby nie nabawić się blizn, ale strzepywanie tych odstających białych płatków zajęło mnie na długie godziny.

Trzeci dzień rano – zaczynam się łuszczyć
Trzeci dzień – twarz po pozbyciu się większości odstającej skóry, ok. 3 h od poprzedniego zdjęcia

4 listopada, piątego dnia po zabiegu, odwiedziłam panią Lucynę w celu “dołuszczenia”. Znów trochę popiekło i pobolało, ale czego się nie robi, żeby pięknie wyglądać. Od tego dnia zaczęłam znów używać swoich kosmetyków. Mogłam znowu myć twarz i nakładać na nią kremy nawilżające, zaczęłam się nawet malować. Suche skórki miałam na twarzy jeszcze przez kolejny tydzień, a sam nos i żuchwa zdążyły się ponownie złuszczyć. Przez kolejne dwa tygodnie moja cera prawie wcale się nie przetłuszczała – do tego stopnia, że nie czułam potrzeby mycia rano twarzy z użyciem wody i żelu, wystarczało przetarcie skóry hydrolatem.

Stan mojej cery wrócił do “normalności” po około miesiącu – przestała być nadwrażliwa, nie przesuszała się. Najważniejsze jednak jest to, że znacznie zmniejszyła się ilość wyprysków nawiedzających moje oblicze! Oczywiście, kiedy się postaram, znajdę niejednego “syfa” do wyciśnięcia, ale tak naprawdę moja cera jest dużo gładsza, wygląda na zdrowszą i młodszą.

Jestem niesamowicie zadowolona z tego, co pani Lucyna zrobiła z moją twarzą przy pomocy peelingu ziołowego Jadwiga. Planuję powtarzać go średnio co pół roku, co do tego nie ma wątpliwości.

Cała ta przyjemność (?) kosztowała mnie w sumie 260 złotych (po 130 za wizytę). Pieniądze to zawsze kwestia względna. Mnie wydaje się, że ta kwota to całkiem przystępna cena jak na zabieg, który daje takie efekty. Jego dużym minusem jest fakt, że musimy go tak wkomponować w nasz kalendarz, aby nie pokrzyżował nam żadnych bardziej poważnych planów, jednak da się to zrobić. Głęboki peeling ziołowy polecam każdej osobie zmęczonej walką z trądzikiem i przebarwieniami, a jeśli macie blisko do Olsztyna, serdecznie polecam oddanie się pod opiekę pani Lucyny ze Studia Kosmetycznego Ametyst.

Co sądzicie o takim zabiegu? Bylibyście skłonni się na niego zdecydować czy wolicie bardziej „konwencjonalne” metody? Dajcie znać, jestem bardzo ciekawa Waszych opinii.