Maybelline Fit Me! || Podkład do zadań specjalnych?

Na ostatniej promocji w Rossmannie skusiłam się na zakup nowości od Maybelline – podkładu matującego do skóry normalnej i tłustej o nazwie Fit Me! Matte+Poreless. Po długim czasie stania w kolejce, w końcu miał swoje pięć minut i dzisiaj opowiem Wam, jak je wykorzystał.

Od początku wiązałam z tym podkładem dość duże nadzieje. Zanim zdecydowałam się na jego zakup, obejrzałam liczne recenzje na polskich i zagranicznych kanałach urodowych na YouTube i większość opinii była mu przychylna. Sam producent obiecuje nam efekt zmatowienia i zamaskowania porów oraz naturalne i niewidoczne wykończenie.

Maybelline Fit Me! – opakowanie

Zacznijmy jednak od przyjrzenia się opakowaniu. Niewątpliwym strzałem w dziesiątkę jest umieszczenie na froncie tubki dużego numeru wskazującego odcień podkładu. Plus również za to, że opakowanie jest częściowo przezroczyste, co nie jest taką oczywistością w przypadku podkładów w tubce. Żeby nie było zbyt różowo, jeden minus za brak opisu produktu w języku polskim (poza naklejką informującą nas, że jest to „podkład matujący dla skóry normalnej oraz tłustej”). Niby szczegół, ale Maybelline to marka, która na naszym rynku istnieje od wielu lat i warto byłoby traktować polskich konsumentów na równi z anglo-, węgiersko-, hiszpańsko-, francusko- i włoskojęzycznymi.

Wracając do samej tubki, uważam ją za najgorszą możliwą opcję opakowania podkładu, szczególnie, gdy jest tak płynny jak Fit Me!. Ciężko jest kontrolować ilość produktu, jaką z niej wyciskamy, w dodatku brudzą się przy tym szyjka i nakrętka, a z czasem całe opakowanie. Rozumiem jednak intencje producenta – chciał stworzyć produkt dobry i tani, więc wlał go w najtańsze dostępne opakowanie. Bez sensu byłoby dopłacać za butelkę z pompką, której cena byłaby równa z ceną samego podkładu (28,49 zł w Rossmannie).

Pierwsze wrażenie

Pierwszy raz użyłam tego podkładu jeszcze w październiku. Niestety, okazał się być dla mnie dużo za ciemny. Mimo że odcień 105 Natural Ivory jest bardzo zbliżony do Bourjois Healthy Mix 51 Light Vanilla, którego używam bez większych problemów (trochę odcina mi się na szyi, ale rozpuszczone włosy robią w tym miejscu cień, więc nie przejmuję się tym mocno), podkład od Maybelline, z racji mocniejszego krycia, okazał się być zdecydowanie za ciemny.

maybelline fit me 105 natural ivory
105 Natural Ivory to najjaśniejszy odcień podkładu Fit Me; dominują żółte tony

Drugie podejście mogę już zaliczyć do udanych, bo w grudniu dokonałam jednego z lepszych zakupów ostatnich miesięcy – zaopatrzyłam się w rozjaśniający mixer do podkładów z NYX. Ta mieszanka świetnie sprawdza się przy mojej karnacji i używam jej nieprzerwanie od świąt Bożego Narodzenia. Podkład ma, jak dla mnie, zadowalające krycie. Nie jest na pewno tak mocny jak Revlon Colorstay, ale niewiele mu do niego brakuje.

maybelline fit me 11h later
Zdjęcie zrobione po około 11 h od wykonania makijażu

Aplikacja podkładu gąbką nie sprawia żadnych trudności, a sam produkt daje równomierne krycie i, co jest dość ważne, nie ciemnieje na skórze. Makijaż utrzymuje się na twarzy cały dzień, a po wielu godzinach noszenia skóra nie świeci się przesadnie. Dobra jakość w dobrej cenie!

Podkład (nie)idealny?

Rzeczywiście, nie poleciłabym tego podkładu osobom zmagającym się z cerą skłonną do przesuszania się, bo nie daje ani trochę uczucia nawilżenia. Co więcej, ostatnio ze zdumieniem odkryłam, że w jego składzie znajduje się alkohol (brawo, Sherlocku)!

maybelline fit me ingredients
Skład produktu

Ten „defekt” diametralnie zmienia mój odbiór produktu. O ile na ten moment jestem z niego zadowolona, tak nie zanosi się, żebym kupiła go ponownie. Za dużo czasu, pieniędzy i nerwów kosztuje mnie doprowadzanie mojej cery do stanu względnie dobrego, żeby wszystko zniweczyć makijażem. Wychodzę z założenia, że to makijaż jest dla mnie, nie ja dla makijażu, dlatego nie ma sensu zadowalać się byle czym.

Czy polecam Wam ten podkład? Od czasu do czasu, przy okazji jakiegoś większego wyjścia lub najazdu nieprzyjaciół – jasne. Maybelline Fit Me! dobrze kryje, nie daje efektu maski i długo utrzymuje się na twarzy. Nie jest natomiast wyborem idealnym na co dzień, bo zawarty w nim alkohol może, na dłuższą metę, przesuszać i wzmagać problem przetłuszczania się cery.

A Wy co myślicie o tym podkładzie? Dałybyście mu szansę? A może macie go w swojej kolekcji? Koniecznie dajcie znać w komentarzach 🙂

Buziaki