Skin79: Aloesowa pianka do mycia twarzy

Z nowym rokiem poczułam potrzebę zmiany. Nie wiedziałam jeszcze, co dokładnie chciałabym zmienić, a że skończył mi się żel do mycia twarzy, uznałam, że to na tym polu zaszaleję. Na jednej z promocji w Azjatyckim Domu Piękna wpadła mi w oczy Aloesowa pianka do mycia 
twarzy Skin79.

Pani od składów

Na początek musimy sobie coś wyjaśnić: nikt nie jest idealny! Ja na przykład, mimo że na ogół podchodzę do tematu składów kosmetyków dość skrupulatnie, czasem wpadam w dziki szał zakupów i totalnie o tym zapominam. Tak też stało się w styczniu, gdy na moim feedzie na Facebooku pojawiła się informacja o superpromocji (jak każdego innego dnia…) w sklepie internetowym, który odkryłam przy okazji Black Friday.

Misja: niskobudżetowo kupić dobry i łagodny żel do mycia twarzy.

Mój wzrok ląduje na mlecznozielonym opakowaniu ozdobionym grafiką z aloesem, w dodatku jest to kosmetyk marki Skin79. MISJA ZAKOŃCZONA POWODZENIEM!

skin79 jeju aloe aqua foam cleanser

Skin79 Pianka myjąca do twarzy Jeju Aloe Aqua Foam Cleanser 

Niestety, życie nie jest aż tak piękne. Podniecona nowością na łazienkowej półce, ochoczo zmoczyłam gąbkę konjac, wycisnęłam na nią porcję białego żelu i zaczęłam myć twarz, nie omijając oczu. Jakież było moje zaskoczenie, kiedy poczułam pieczenie porównywalne do tego znanego mi z czasów mycia twarzy 40% mydłem Aleppo. Wiecie, jak to dalej wygląda: mocno zaciśnięte oczy, wyjątkowo dokładne płukanie twarzy chłodną wodą i modlitwa o rychłe odzyskanie zdolności widzenia. Zapewne obyłoby się bez tej tragedii, gdybym po prostu zerknęła na skład tego produktu. Prezentuje się on następująco…

Składniki: Water, Stearic Acid, Glycerin, Myristic Acid, Dipropylene Glycol, Potassium Hydroxide, Lauric Acid, Cocamidopropyl Betaine, Glyceryl Stearate, Aloe Barbadensis Leaf Water, Sodium Lauroyl Glutamate, 1,2-Hexanediol, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Sodium Chloride, Beeswax, Glycol Distearate, PEG-100 Stearate, Tocopheryl Acetate, Sodium Hyaluronate, Rosa Gallica Flower Extract, Leontopodium Alpinum Extract, Lilium Candidum Flower Extract, Narcissus Pseudo-Narcissus (Daffodil) Flower Extract, Trifolium Pratense (Clover) Flower Extract, Chrysanthellum Indicum Extract, Magnolia Biondii Flower Extract, Lonicera Japonica (Honeysuckle) Flower Extract, Jasminum Officinale (Jasmine) Flower Extract, Opuntia Ficus-Indica Extract, Ethylhexylglycerin, Butylene Glycol, Phenoxyethanol, Chlorphenesin, Disodium EDTA, Fragrance

Na pozór – całkiem niezły. Dużo ekstraktów roślinnych (choć szkoda, że dopiero w drugiej połowie składu), delikatne detergenty…

A co powiecie na kwasy stearynowy i mirystynowy, które wykazują średnie i silne działanie komedogenne i znane są z nasilania zmian trądzikowych? Drugie i czwarte miejsce w składzie to dość wysoko, jak na „oczyszczający i regulujący” żel do mycia twarzy, prawda?

Idziemy dalej: wodorotlenek potasu (potassium hydroxide), zajmujący zaszczytne szóste miejsce w składzie pianki myjącej od Skin79 to składnik występujący m. in. w środkach do zmiękczania skórek wokół paznokci i kremach do depilacji. Według encyklopedii Wizażudziała silnie drażniąco i nie powinien 
mieć kontaktu z oczami! Potem jest już lepiej, chociaż znajdziemy jeszcze po drodze cudowny fenoksyetanol i disodium EDTA, których szczerze nie znoszę i których równocześnie bardzo ciężko jest uniknąć…

Jak żyć?

Skoro już wiecie, jaki będzie werdykt, czy warto jest dalej rozpisywać się na temat tego produktu? Dla zachowania konwencji wspomnę jeszcze, że pianka do mycia twarzy Skin79 rzeczywiście myje, ale nie wydaje mi się, aby oczyszczała cerę. Po kilku tygodniach stosowania (uważając na oczy) nie zauważyłam, aby pory na mojej twarzy były czystsze lub mniej widoczne. Co do regulowania – też mam wątpliwości: pilnej potrzeby spryskania twarzy tonikiem nie utożsamiam z balansem. Do końca lutego zostało kilka dni, więc wytrzymam, a potem, bez żalu, wymienię ten bubel na dobry i naturalny kosmetyk, który upoluję na Ekocudach w Gdańsku.

Moja rada dla siebie i potomnych: uważajcie. To wydaje się być oczywiste, ale naprawdę trzeba uważać na składy kosmetyków, które kupujemy. Również, a może nawet szczególnie, tych, którym z góry dajemy zielone światło na drodze do naszej toaletki. O marketingowych trikach wspominałam już w tym poście i, jak widać, sama muszę się jeszcze wiele nauczyć i pewnie wiele takich błędów popełnić, aby móc nazwać się świadomym konsumentem.

Życzę Wam jak najmniej takich wpadek i odkrywania jak najwięcej perełek! Podpowiedzcie mi, co polecacie do mycia twarzy z naturalnych (może polskich?) marek, bo, jak mówiłam, chętnie zaopatrzę się w jakieś cudeńko podczas Ekocudów. Czekam na sugestie!

Buziaki

Ada