Your KAYA || Tamponów ukłon w stronę ekologii

Mimo że nie chcę dyskryminować panów, dzisiejszy temat jest najbardziej kobiecy ze wszystkich. Porozmawiamy dzisiaj o „tych dniach”, kiedy to nakładamy na siebie śnieżnobiałe rurki, radośnie robimy szpagaty i chodzimy na randki, nie martwiąc się niebieskim płynem, który posłusznie wsiąka w artykuły higieniczne.

Okej, bez zbędnych ceregieli. Myślę, że każda z nas podczas okresu lubi czuć się pewnie i kobieco, nawet jeśli nasz dzień nie wygląda jak w reklamie podpasek czy tamponów. Mnie mniejszą lub większą pewność od dłuższego czasu dawały tampony O.B., które, poza dobrym marketingiem, mogą pochwalić się też dobrą jakością.

Czas na zmianę

Po wielu latach spędzonych z marką O.B. przypadkiem trafiłam na reklamę Your KAYA – naturalnych, polskich (!) tamponów. W tamtym momencie nie było jeszcze możliwości ich zakupu, natomiast zapisanie się na listę oczekujących i zaproszenie do tego przyjaciółki miało pozwolić mi być w gronie osób, które jako pierwsze miały szansę przetestować tę nowość, w dodatku za darmo! Kiedy moje znajome jedna po drugiej informowały mnie o nadejściu ich paczek, z podnieceniem zacierałam ręce i czekałam na swój podarek od KAYA. Niestety, pech chciał, że moja przesyłka gdzieś się zagubiła i nigdy do mnie nie dotarła. Mimo wszystko, byłam niesamowicie ciekawa tego, jak te tampony wypadają na tle nieśmiertelnych O.B., więc, niczym niezrażona, zamówiłam swój dwumiesięczny niezbędnik.

Usługa dla ceniących wygodę i niezależność

Lubicie mieć wybór? Ja bardzo. Your KAYA wychodzi naprzeciw tym potrzebom, oferując zamówienia jednorazowe i subskrypcyjne. Co więcej, same decydujemy, ilu tamponów danego rozmiaru potrzebujemy na jeden cykl miesięczny. Możemy też zdecydować, czy będziemy zaopatrywać się w nasz arsenał co miesiąc, dwa, a może nawet co pół roku. Moje zamówienie składało się z dwóch kartoników po 20 tamponów i delikatnego żelu do higieny intymnej. Miniaturowe wersje żelu były również dołączane do przesyłek reklamowych.

your kaya
Sama wybierasz, ilu tamponów o danej chłonności potrzebujesz

Tyle paplaniny, a wciąż nie dowiedziałyście się ode mnie, czym tak naprawdę tampony Your KAYA różnią się od tych dostępnych na rynku do tej pory. Na stronie producenta dowiadujemy się, że „tampony KAYA są wykonane w 100% z organicznej bawełny, a receptura naszego płynu została oparta na wyjątkowo łagodnych i naturalnych składnikach. Chlor, barwniki, alergogenne, sztuczne aromaty, rakotwórcze dioksyny, SLS, PEG i parabeny – tego w składzie naszych produktów nie znajdziesz”. Szczerze mówiąc, nigdy nie zwracałam na to uwagi. Wystarczało mi przeświadczenie, że robię przysługę naturze używając tamponów zamiast podpasek i głębiej w ten temat nie wchodziłam.

Tampon tamponowi nierówny

Tak czy siak, od tamponów O.B. te od KAYA różnią się przede wszystkim brakiem syntetycznej osłonki, dzięki czemu dochodzi do ich szybszego rozkładu. Inaczej też się otwierają. O ile to pierwsze nie wpływa znacząco na moje doświadczenia z produktem, tak sposób otwierania opakowania pojedynczego tamponu czasem mnie drażni. Po pierwsze, jestem przyzwyczajona do tego, że w przypadku O.B. wystarczy jeden sprawny ruch (przekręcenie dwóch końców w przeciwne strony), żeby dostać się do tamponu i nie raz właśnie w ten sposób próbowałam otworzyć nowe tampony. Po drugie, czasem mam problem ze znalezieniem początku tasiemki, która działa na takiej samej zasadzie jak te w bombonierkach i bez niej nie poradzimy sobie z odpakowaniem nowego tamponu, a dobrze wiemy, że czas to pieniądz, szczególnie podczas pierwszych dni okresu.

Kolejną wyróżniającą je cechą jest ich gęstość – są, według mnie, dużo bardziej zbite niż O.B., dzięki czemu wydają mi się być bardziej chłonne. Nie przypominam sobie, żeby mnie zawiodły nadmiernym przeciekaniem. Jeśli dotrzecie do łazienki na czas, nie powinno być z tym problemów.

Producent chwali się też dyskretnym opakowaniem. Rzeczywiście, pudełko w pastelowych odcieniach nie rzuca się w oczy i wygląda elegancko. Na pierwszy rzut oka nie zdradza swojej zawartości, co jest dużą zaletą dla użytkowniczek nielubiących obnosić się z informacją o trwającym okresie.

Pora na werdykt

Mimo że trochę ponarzekałam na folijki otaczające pojedyncze tampony, moje ogólne doświadczenie z tym produktem oceniam bardzo pozytywnie. Myślę, że doskonałym tego potwierdzeniem jest to, że dziś zamówiłam kolejne dwa opakowania (za które zapłaciłam 32 złote). Już nie mogę się doczekać tych pysznych krówek dołączanych do zamówienia!

Na sam koniec wspomnę w paru słowach o żelu do higieny intymnej: swojej butelki jeszcze nie otwierałam, ale zdarzyło mi się kilka razy użyć próbki, którą dostała moja siostra i, jak na te kilka razy, oceniam go pozytywnie. Żeby móc powiedzieć coś więcej, będę musiała go chwilę dłużej postosować, więc jeśli jesteście ciekawe – dajcie znać w komentarzach.

A Wy jesteście zwolenniczkami tamponów czy podpasek? Miałyście w ogóle styczność z tą nową marką czy czytacie o niej pierwszy raz w życiu? Zapraszam do dyskusji w komentarzach i życzę Wam dobrej końcówki tygodnia.